poniedziałek, 10 lutego 2014
Przywróceni, Jason Mott
Czytanie tej książki dokończyłam jedynie z wewnętrznego przymusu dawania szansy aż do ostatniej strony. Nie trzeba było.
Pierwszy i zarazem główny wątek ma chwycić za serce i prawie, prawie to robi - otóż przed laty zginął 6-letni chłopiec. I chłopiec wraca po 50 latach jako żywy do swoich rodziców. Czy to naprawdę jest on? Czy tylko jego odbicie/fantom/diabeł wcielony? Kto ma więcej wątpliwości - ojciec, który czuje się winny śmierci syna, czy pełna miłości matka? I gdyby to było jedno "przywrócenie" w całej historii, to być może ta książka by się obroniła.
Ale autor wymyślił, że oto bardzo wielu umarłych wraca. I nie ma w tym żadnej logiki. Wracają ci, którzy umarli niedawno i przed wieloma laty. Wracają we wszystkich krajach na świecie. Wracają niezależnie od sposobu śmierci. I dla mnie pierwszą rzeczą było zastanawianie się, jak autor wytłumaczy fizyczność postaci, tj. skoro np. wrócił ktoś postrzelony, to czy ma jakieś ślady w ciele. Otóż autor tego po prostu nie tłumaczy. Mam wrażenie, że to go po prostu przerosło, że chciał się skupić na filozoficznych wątkach na temat bytu, tego, kim tak naprawdę jesteśmy, co stanowi o naszej duszy i człowieczeństwie, a niedoróbki w temacie ciała/fizyczności zostają sprowadzone do banałów.
Jak dla mnie - masa niepotrzebnych słów, pobocznych historii. Ujęła mnie może jedna lub dwie sceny. I epilog, w którym autor wyjaśnia, dlaczego napisał taką właśnie książkę. I dlatego mu wybaczam:)
wtorek, 4 lutego 2014
Dzieci Ireny Sendlerowej, Anna Mieszkowska
Długo się zbierałam, by opisać tę książkę. Bo to książka-pomnik. Rzetelna, dokumentacyjna historia. Źle, to nie jest historia. A przynajmniej nie czyta się jej jako historii. I jeśli ktoś szuka sensacji czy też opisów "jak ona te 2500 dzieci z getta wyciągnęła?" to się zawiedzie. A może nie zawiedzie, tylko lekko zaskoczy i zajrzy w głąb siebie, i zacznie się zastanawiać, czy ta sensacja jest mu do czegoś potrzebna. Bo przecież za każdą (KAŻDĄ!) decyzją o odłączeniu dziecka od rodziców stoi straszna, straszna historia. Też jestem matką i nawet przez chwilę nie dopuszczam myśli, że miałabym stanąć kiedyś przed takim wyborem, bo sama ta myśl jest już zbyt bolesna. I tak jak mówi Sendlerowa - prawdziwymi bohaterkami były matki, które zdecydowały się oddać dzieci, by je ratować.
Bardzo zaciekawił mnie temat amerykańskich uczennic, dzięki którym 'odkryto' Sendlerową a także jej relacji z własnymi dziećmi. Niestety, tak jak przypuszczałam, jej dzieci nigdy nie miały mamy dla siebie. A sama Sendlerowa mówi, że nie ma możliwości, by matka poświęciła się pracy i dzieciom bez szkody dla któregokolwiek. Smutne i to.
Drażnił mnie tylko podział na części książki, z których każdy oddzielony był fotografią lub kolażem na osobnej stronie, podczas gdy niektóre z tych rozdziałów zajmowały niespełna dwie strony. Ale to już taka moja mała fobia redakcyjna.
Bardzo zaciekawił mnie temat amerykańskich uczennic, dzięki którym 'odkryto' Sendlerową a także jej relacji z własnymi dziećmi. Niestety, tak jak przypuszczałam, jej dzieci nigdy nie miały mamy dla siebie. A sama Sendlerowa mówi, że nie ma możliwości, by matka poświęciła się pracy i dzieciom bez szkody dla któregokolwiek. Smutne i to.
Drażnił mnie tylko podział na części książki, z których każdy oddzielony był fotografią lub kolażem na osobnej stronie, podczas gdy niektóre z tych rozdziałów zajmowały niespełna dwie strony. Ale to już taka moja mała fobia redakcyjna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)